„Zbrodnie Grindelwalda” to mocny przeciętniak, który rozczaruje wielkich fanów czarodziejskiego świata. Wyobraźnia J.K. Rowling jednak nie zna granic i jest ratunkiem dla tego obrazu.

Rok 1927, minęło parę miesięcy od schwytania Grindelwalda (Johnny Depp) i właśnie nastaje dzień, w którym musi on zostać przetransportowany do Anglii, aby odpowiedzieć przed Ministerstwem za swoje czyny. Tak zaczyna się kolejna część przygód „Fantastycznych zwierząt”. Oczywiście Grindelwaldowi udaje się uciec, udaje się on do Paryża, gdzie to zaczyna realizować swój wielki plan. Równocześnie Newt Scamander (Eddie Redmayne) dostaje nowe zadanie od Albusa Dumbeldora (Jude Law). Ma on odszukać Credence'a (Ezra Miller), który jakimś cudem przeżył wydarzenia sprzed paru miesięcy. Wraz z Jacobem (Dan Fogler) Newt wyrusza do Paryża w poszukiwaniu chłopaka oraz Tiny (Katherine Waterston), która również ruszyła w ślad z Grindelwaldem. Będą walczyć nie tylko z czasem, ale też i manipulacjami Grindelwalda, które mogą przekonać niektórych do przejścia na złą stronę magii.

J.K. Rowling, która jest odpowiedzialna za scenariusz filmu, wciąż zaskakuje. Jej wyobraźnia pozwala widzowi ponownie przenieść się do świata magii i czarodziejów i cały czas być czymś zaskoczonym. Jej pomysły na nowy świat wydają się bardzo ciekawe i obiecujące, film też mógłby taki być gdyby nie jego realizacja.

Film jest bardzo chaotyczny, a logiczne i istotne sceny znajdują się na początku i na końcu filmu. Środek to zlepek mało istotnych, bądź źle wykorzystanych wątków, które wydają się być potrzebne tylko po to, aby było wystarczająco materiału na pełnometrażowy film.

Kolejna bolączka tego filmu to przesadzona tajemniczość, bądź w ogóle jej brak. W pewnych momentach nawet dobrze zorientowani fani mogą mieć problem ze zrozumieniem motywów i działań bohaterów. Natomiast są chwile kiedy czujemy się jak idioci, a pewne kwestie powtarzane są nam po parę razy. Może to irytować, a na pewno przeszkadza w pełnym odbiorze historii.

Wielki plus, dzięki któremu możemy wybaczyć wiele błędów w tym filmie, to aktorzy. Są oni zdecydowanie najlepszą stroną tego obrazu. Wszyscy zagrali fenomenalnie i jest to idealny przykład jak aktorstwo może uratować kiepski film. Eddie Redmayne jest w swojej roli tak oryginalny i unikatowy, że zachwyci każdego i zapadnie na długo w pamięć.

Efekty specjalne to kolejny plus tego filmu. Zostaliśmy przyzwyczajeni, że w poprzednich odsłonach zawsze były one na bardzo wysokim poziomie. Tym razem jest równie dobrze, wszystko jest idealnie wyważone i wydaje się być bardzo realistyczne.

„Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda” to film dużo gorszy od swojego poprzednika. Zabrakło wielu pozytywnych elementów, których wyśmienite aktorstwo nie zdołało wynagrodzić. Za duży chaos oraz wiele niepotrzebnych, ale tez i niewykorzystanych wątków sprawiło, iż film w środkowej fazie nudzi. Jest to mocny przeciętniak, który na pewno zniechęci trochę osób do poznawania dalszych przygód wspaniałych bohaterów. Za wspaniałe aktorstwo i wyśmienite efekty film zasługuje jednak na 6/10 oraz duży kredyt zaufania dla następnej części.

Ocena: 6/10