Mieszanka gatunków filmowych, która podczas seansu wgniata w fotel, a my jako widzowie nie możemy doczekać się kolejnych scen. Jak dotąd, najlepszy film tego roku.

Mildred Hayes traci córkę w wyniku brutalnego morderstwa. Choć od tragedii upłynęło kilka miesięcy, to śledztwo nadal stoi w miejscu. Policja nie ma pola manewru, nic nie mogą zdziałać. Zrozpaczona matka postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Wynajmuje trzy billboardy za miastem, czym chce zmusić strażników prawa do wymierzenia sprawiedliwości. Jednakże kiedy i to nie wystarcza, postanawia zrobić wszystko, by ukarać mordercę swojej córki.

Mildred Hayes jest zdeterminowaną, bezkompromisową, silną kobietą, która zrobi wszystko, aby osiągnąć swój cel. Wytacza otwartą wojnę policji, a w szczególności szeryfowi Willoughby. Wydaje się, że jest on jedynym sprawiedliwym na posterunku oraz tylko u niego widać motywację do znalezienia sprawcy, jednak nawet on nie jest w stanie niczego zrobić. Do akcji jednak wkracza jego zastępca Dixon, niezrównoważony maminsynek, którego własna porywczość często wpędza w niemałe kłopoty. Jest to postać, której na początku nie da się lubić, jednak wraz z rozwojem akcji rozumiemy, iż jego ukryta szlachetność jest jedynym ratunkiem dla całego śledztwa.

Każdy z bohaterów zaskakuje nas w tym filmie. To co o nich myślimy na początku, w trakcie trwania filmu, zmienia się diametralnie. Są to tak złożone i skomplikowane postacie, iż trochę czasu zajmuje ich pełne poznanie, a co więcej zrozumienie. Właśnie to sprawia, że ten obraz jest tak wyśmienity. Dzięki temu nie tylko zaskakują nas dane osoby, ale i cały przebieg wydarzeń. Film jest kompletnie nieprzewidywalny, a na sali z niecierpliwością wyczekuje się każdej następnej sceny.

Martin McDonagh, reżyser filmu, stworzył arcydzieło. Zbudował całą historię w cudowny sposób, jednak nie wyszłoby to wszystko tak dobrze, gdyby nie aktorzy. Wybitna Frances McDormand jako Mildred Hayes jest idealna, gra tę rolę całą sobą. Według mnie jest to jedna z lepszych ról kobiecych ostatnich lat, można się nią zachwycać jeszcze długo po seansie. Woody Harrelson (szeryf) oraz Sam Rockwell (Dixon) również dali z siebie wszystko. Podczas seansu wydaje się, jakby role były napisane specjalnie dla nich. Należy się jednak ogromny ukłon dla całej obsady, gdyż nikt nie stanowił słabego punktu, każdy aktor na planie wykonał swoją pracę nie na 100, a raczej na 1000%.

Martin McDonagh pobawił się również gatunkami filmowymi. Jedni powiedzą że jest to czarna komedia, inni że dramat, a jeszcze inni że western. Każdy z nich będzie miał rację. Na ekranie dane nam jest odnaleźć elementy charakterystyczna dla wszystkich wymienionych wyżej gatunków. Czyni to tylko ten film jeszcze bardziej wspaniałym i bardziej przeszywającym.

Zdobywca 4 Złotych Globów dostaje ode mnie 9,5/10. Film jest perfekcyjny pod każdym względem. Tu wszystko zagrało. Reżyseria, aktorstwo, zdjęcia, produkcja, wszystkie te czynniki stoją na niebywale wysokim poziomie, co czyni ten film arcydziełem. Jeśli wahacie się na co iść do kina, to bez zastanowienia postawcie na „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, obiecuję, nie zawiedziecie się. Jak dla mnie jest to najlepszy film tego roku.

Ocena: 9,5/10